Lwów jest miastem zintegrowanym i raczej jednolitym: stopniowo odsłania
swoje kolejne oblicza bez gwałtownych brutalnych przejść z jednej epoki do drugiej,
mierzonej w stylach i tendencjach architektonicznych. I to duże, ogromne centrum,
które doskonale nadaje się do przemierzania go w naturalnym miejskim rytmie. Dla
spragnionych śladów wcześniejszej historii miasta, zmęczonych bujnym
niespokojnym lwowskim barokiem kościoła Dominikanów, gdzie księżna
Ostrorogska schroniła się swoim małżonkiem, magnatem Łukaszem Górką, a kiedyś
mieściło się muzeum ateizmu, wytchnieniem staje się lwowski Rynek. Tamtejsze
kamieniczki pamiętają jeszcze historię miłosnego zauroczenia króla Władysława IV
młodą lwowską mieszczką, której udało się zwrócić na siebie uwagę polskiego króla
w czasie jego przejazdu przez lwowski Rynek.
Okazałe kamienice Lubomirskich, Sobieskich, ale także zamożnych lwowskich
mieszczan Kampianów, kamienica Korniakta z XVI wieku konkurują z pięknem
włoskiej Czarnej Kamienicy, lwowskiego palazzo, w której dziś mieści się Muzeum
Historyczne. Harmonijną ozdobą Rynku są cztery fontanny empirowe pochodzące z
XIX wieku z posągami: Neptuna, Diany, Adonisa i Amfitryty, umieszczonych na
czterech krańcach Rynku, będących miejscem spotkań, odpoczynku, konsumpcji
lodów i miejscem pracy w plenerze młodych lwowskich studentów malarstwa i
rysunku.