Współcześni podobno mieli za złe władzom miasta, które w XIX wieku, po
zniszczeniach spowodowanych walkami w czasie lwowskiej Wiosny Ludów,
odbudowały okazały, zbyt okazały, przytłaczający ratusz, ale z jego wieży, przy
odrobinie szczęścia czyli obecności osoby , można podziwiać panoramę Lwowa.
Kolejnym miejscem odpoczynku po pełnej wrażeń wizycie na Rynku jest
Galeria Dzyga, ukryta w małej uliczce przy Rynku, gdzie, po zwiedzeniu interesującej
galerii sztuki współczesnej, u stanowczej młodej osoby można zamówić parzoną
mocno osłodzoną kawę. Chwilę jeszcze przedłużam pobyt w zacienionej kafejce i
wróżę sobie z kawowych fusów: wielka spełniona miłość (do Lwowa?) i ruszam
znowu w trasę. Energii powinno starczyć na obiegnięcie jeszcze raz Rynku i dotarcie
do ulicy Starojewrejskiej, gdzie kiedyś mieściła się synagoga Złotej Róży. Ponieważ
nie mogła zasłaniać świątyń chrześcijańskich, w tym licznych lwowskich świątyń
unickich, dlatego podłoga synagogi została opuszczona w głąb ziemi na kilka metrów.
Synagoga została zburzona w 1942 roku w czasie niemieckiej okupacji Lwowa.