Nie sposób opisać wszystkiego, co oferuje Lwów uważnemu, spragnionemu
wrażeń turyście: obrazy Jacka Malczewskiego z przewodnikiem interpretującym je w
języku rosyjskim, oryginalnie zdobione świątynie unickie, Katedra Św. Jura, kościół
św. Elżbiety zbudowany przez lwowian dla uczczenia pamięci zamordowanej przez
anarchistę w 1898 roku cesarzowej Elżbiety, kaplica polskiej rodziny Boimów,
barokowe świadectwo zwyczaju chowania zmarłych przy kościołach do XVII wieku.
Zarzucenie tego zwyczaju wiąże się z powstaniem nekropolii Łyczakowskiej i
reformami cesarskiego absolutyzmu jak najbardziej oświeconego.
Każdy dzień kończyłam długotrwałą inwentaryzacją wrażeń. Podobno
lwowiakom, którzy wyjeżdzali masowo ze Lwowa w 1945 roku, w tym i mojej
rodzinie, najbardziej brakowało widoku Góry Zamkowej, romantycznego symbolu
kiedyś dumnego, a dziś uśpionego, mimo tłumów na ulicach, miasta. Trudno
pomieścić w jednej relacji historię i znaczenie tych ważniejszych lwowskich
zabytków. Spróbuję jednak, jeżeli takie będzie życzenie czytelników.